Wybory parlamentarne 2011: przed

… czyli o nierejestrowaniu opozycji, szantażowaniu przeciwników oraz wielkim przekręcie z JOW.

Jeśli obecny reżim nie zdławi Internetu, rozdział ten przyjmie ostateczną formę gdzieś pod koniec 2012 roku. Jednakże już przed wyborami parlamentarnymi w październiku 2011 roku widzimy szereg nadużyć, które należy opisać.

Niezarejestrowanie KNP.

Państwowa Komisja Wyborcza nie zarejestrowała list Kongresu Nowej Prawicy we wszystkich okręgach w państwie. Przedstawiciele PKW twierdzą, iż nie dostali od KNP do 30 sierpnia podpisów z co najmniej 21 okręgów, co dałoby im możliwość wystawiania kandydatów w pozostałych bez zbierania owych podpisów. Jest to kolejne prawo druzgocące demokrację, wycofujące z życia politycznego nie-mainstreamowe partie.

Tak wygląda oficjalna wersja PKW, a jak jest naprawdę?

Kongres Nowej Prawicy dostarczył do Państwowej Komisji Wyborczej wszystkie dokumenty i głosy, których liczba była wystarczająca i uprawniająca do startu we wszystkich okręgach. Po ich dostarczeniu Państwowa Komisja Wyborcza… nie zdążyła ich przeliczyć. Tak, to PKW ‘nie zdążyła’ przeliczyć głosów dostarczonych przez KNP i na tej zasadzie, na podstawie własnego chaosu, burdelu, opieszałości i skorumpowania, odmówiła zarejestrowania kandydatów KNP we wszystkich okręgach.

Kongres Nowej Prawicy i JKM to dla platfusów zagrożenie większe od PiS i Kaczyńskiego, dlatego postanowili zrobić wszystko, by KNP nie znalazł się w sejmie.

Wróćmy do sytuacji prawnej. Partie musiały dostarczyć wszystko do 30 sierpnia, i KNP tak też zrobił. To, że ciamajdy z PKW tego nie przeliczyły do owego 30 sierpnia, to ich problem. Prawo jest tutaj jasne i po raz kolejny łamane przez obecny reżim.

Tłumaczenie PKW to całkowita bujda, o czym mówi znaczna większość prawników wypowiadających się w tej sprawie. Jak mówił Janusz Korwin-Mikke[1],

„PKW ma trudną sprawę prawnie, bo powszechna opinia wśród prawników jest taka, że mamy absolutną rację.

(…)

To jest jakiś nonsens. Bo w tym momencie zgłoszenie partii do wyborów nie zależy od partii tylko od PKW.”

Podobnie Tomasz Sommer z KNP[2]:

„Taka sytuacja jest bezprecedensowa. Złożyliśmy wszystkie dokumenty w terminie. PKW twierdzi, że nie zdążyła policzyć podpisów pod listami z powodu wewnętrznych procedur”

Polecam tutaj opinię docenta Dr Ryszarda Piotrowskiego z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego[3]:

„Z przepisów Kodeksu Wyborczego wynika dopuszczalność wydania komitetowi wyborczemu, którego listy zarejestrowano co najmniej w połowie okręgów wyborczych, zaświadczenia o spełnieniu tego warunku jako przesłanki dokonania przez ten komitet, na podstawie wydanego zaświadczenia, niezwłocznego zgłoszenia dalszych list bez poparcia zgłoszenia podpisami wyborców, także po 40 dniu przed dniem wyborów, jeżeli okręgowa komisja wyborcza dokonała rejestracji listy przesądzającej o spełnieniu tego warunku po 40 dniu przed dniem wyborów.

(…)

Kodeks stanowi w art. 211 par. 1, że listę kandydatów „zgłasza się do okręgowej komisji wyborczej najpóźniej do godziny 24.00 w 40 dniu przed dniem wyborów”. Zgłoszenie nie jest jednak równoznaczne z zarejestrowaniem listy. Komitet wyborczy ma prawo zgłaszać swoje listy do godziny 24.00 w 40 dniu przed dniem wyborów, jednakże rejestracje nastąpią zapewne po tym terminie. Kodeks Wyborczy nie stanowi, że rejestracja dokonana przez okręgową komisję wyborczą po godzinie 24.00 w 40 dniu przed dniem wyborów na skutek zgłoszenia, które nastąpiło w terminie, jest nieważna. Kodeks Wyborczy nie przewiduje dwóch kategorii rejestracji – takich, które skutkują nabyciem uprawnień przewidzianych w art. 210 par. 2 i takich, które nie dają tego rodzaju uprawnień. W rozumieniu Kodeksu Wyborczego istnieje tylko jedna rejestracja listy kandydatów, zgłoszonej zgodnie z przepisami Kodeksu i albo jej dokonano, albo nie. Jakiekolwiek rozróżnienia wartości rejestracji oparte na okolicznościach faktycznych, ale nie na prawie, prowadziłyby do zróżnicowania praw komitetów sprzecznego z zasadą równości wyborów.

(…)

Należy przyjąć, że dokonanie rejestracji listy po 40 dniu przed wyborami, skutkujące powstaniem sytuacji, w której komitet wyborczy zarejestrował listy „co najmniej w połowie okręgów wyborczych”, przywraca stan prawny, w którym zaświadczenie Państwowej Komisji Wyborczej wymienione w art. 210 par. 3 Kodeksu Wyborczego zostałoby wydane.

20 września 2011 roku Sąd Najwyższy miał zdecydować, czy PKW miała postąpić tak, jak postąpiła. Interia.pl[4]:

„PKW wyjaśnia w piśmie, że to na komitecie ciąży obowiązek działania w taki sposób, by listy zostały przez Komisję zarejestrowane w wyznaczonym terminie. PKW dodaje, że Kodeks wyborczy nie przewiduje terminu, w którym okręgowa komisja wyborcza powinna dokonać rejestracji. Oznacza to, że według PKW to Nowa Prawica powinna złożyć listy z podpisami na tyle wcześnie, by Komisja mogła je zarejestrować.”

PKW doszła do jakże genialnego wniosku, jakoby to partia miała o tyle wcześnie donieść podpisy, by ta zdążyła je zweryfikować. Czyli duża partia, którą w dodatku lubimy, może przynieść podpisy ostatniego dnia, a mała parta, której nie lubimy, najlepiej 2, może 3 lata przed wyborami. Bo tyle będzie trwało ‘odczytywanie’ podpisów i numerów PESEL. I w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej, po 4 latach rządów Platfusów i Ludowców, owego 20 września, Sąd Najwyższy przyznał PKW rację… Co to oznacza? A to, że Platforma Obywatelska może zgłosić listy ostatniego dnia. Koalicyjny PSL podobnie, również SLD. PiS też, bo to partia zbyt duża, mogłoby dojść do niepokoi. Ale taki KNP? Korwin? Niech przynoszą listy na 10 lat przed! Albo i pół wieku przed! Niech dzisiaj zbierają podpisy na wybory w 2015, może zdążmy przeliczyć. Może. Bo tak długo będziemy liczyć ich podpisy. A może uznamy, że pismo jest nie czytelne i nie możemy ich zweryfikować. Platforma przyniosła podpisy dzisiaj. I dzisiaj ich zweryfikujemy, zarejestrujemy, bo ich lubimy, oni nam płacą. Nowa Prawica? A kto to taki? Będziemy się przedzierać przez imiona, nazwiska, pesele, choćby dekadami, tak, by ich za wszelką cenę nie zarejestrować. I zrobimy, jak nam się podoba. Bo tak, w tak zwanej wolnej Polsce, powiedział Sąd Najwyższy. Możemy wszystko. To jest (post)demokracja. Władza urzędników.[5]

Niedemokratyczny przebieg tych wyborów ma jeszcze inną dla platfusów zaletę. Jak pisał Rafał Ziemkiewicz[6],

„Gdyby wybory wygrał jednak PiS, się te wybory po prostu unieważni. Jest do tego absolutnie wystarczający i niepodważalny powód: decyzja o odmowie rejestracji list wyborczych Nowej Prawicy. Państwowa Komisja Wyborcza odmówiła rejestracji komitetu, który spełnił wszystkie określone prawem warunki, ponieważ nie zdążyła na czas policzyć podpisów. Oczywiste złamanie prawa.”

Na możliwość unieważnienia wyborów uwagę zwraca również Korwin-Mikke[7]:

„Co byłoby z kolei tragiczne, bo proszę sobie wyobrazić, że PiS wygrywa wybory i zostaną one unieważnione, to przecież byłaby rewolucja na ulicach.”

Korupcja i szantaż politycznych oponentów.

Następny gwałt na demokracji w czasie tych wyborów to pół-przymusowe ściąganie w swoje szeregi ludzi z przeciwnych obozów politycznych. Tusk za stołek w rządzie sprowadził w do siebie Arłukowicza z SLD. Podobnie z Kluzik-Rostkowską, która skusiła się na praktycznie pewne pozostanie przy sejmowym korytku. Kolejny na celowniku Donalda był były wiceprezes NBP i kandydat Obywateli do Senatu, znany z krytyki dzikiego zadłużenia Polski profesor Krzysztof Rybiński. Oto jego słowa wypowiedziane 7 września 2011 roku na antenie RMF FM[8]:

„Osobiście formowano wobec mnie wielokrotnie oskarżenia. Próbowano mnie przekupić. Ze strony bardzo wysoko postawionej osoby, bardzo blisko Donalda Tuska, otrzymałem ofertę zostania prezesem urzędu centralnego. Odmówiłem.”

Rybiński okazał się być uczciwym patriotą, niegodzącym się na kolaborację z obecnymi władzami. Początkowo władze chciały go kupić stołkiem. Po tym, jak wytoczył działa przeciwko Tuskowi, jak sam mówił[9]:

„Wkrótce dostałem prośbę o spotkanie z osobą u szczytu władzy, z najbliższego otoczenia premiera, która złożyła mi taką propozycję. (…) To jest naganne, tak nie powinno być i mam nadzieję, że ujawnienie tego faktu spowoduje, że rząd nie będzie unikał rzetelnej debaty przez oferowanie lukratywnych stanowisk swoim adwersarzom.”

Gdy odmówił, zaczęto go oskarżać o różne rzeczy, a co najbardziej odrażające, zaczęto grozić jego żonie zwolnieniem z pracy.

Sprawa Rybińskiego to odpowiedź na to, co stało się z Arłukowiczem i Kluzik-Roztkowską. Pytanie brzmi, czy zadziałały korytko, szantaż, czy najbardziej odrażające zastraszanie bliskich osób.

Nim przejdę do JOW, warto zacytować jeszcze wessanego w administrację Tuska Arłukowicza zebrane przez Niezależną.pl:

„PO z demokracją naprawdę ma niewiele wspólnego.” 
(wywiad dla „Polska Times”)

„Tuskowi dwie rzeczy utrudnią sukces w wyborach prezydenckich. Otoczenie oraz bezwzględność w postępowaniu z innymi politykami. Kiedy analizuje się polityczną historię Tuska, widać, że pozbywał się wielu najbliższych sobie ludzi, z którymi wcześniej budował relacje koleżeńskie. Pozbywał się ich dopiero wtedy, gdy wybuchła jakaś afera lub gdy zaczynali mu przeszkadzać w jego planie politycznym. Ale przecież nie był księżniczką na ziarnku grochu i wiedział, jak w Polsce robi się politykę. Chlebowski nie znał się z Sobiesiakiem od wczoraj. Tusk o tych kontaktach prawdopodobnie wiedział.”
(wywiad dla „Newsweeka”)

Tylko że musi się coś stać, żeby Tusk się obudził. Ostatnio jak 50-latek zgwałcił 6-letniego chłopca, to zorientował się, że istnieje pedofilia. Żenada. PO jest jak korporacja, która z natury rzeczy jest bezduszna, bezideowa. Oni są po to, żeby żyło się lepiej. Komu? Korporacji. 
(wywiad dla „Polska Times”)

„W Tusku widzę bezbarwność. Nie wiem nawet, jakie ma poglądy.”
(wywiad dla „Gazety Polskiej”)

„Ostatni etap zamykania sprawy należał do Mirosława Sekuły. Od początku działania komisji towarzyszyła mu chęć zamknięcia jej prac, a nie wyjaśnienia sprawy. Sam jawnie o tym mówił. PO wyciągnęła wnioski z afery Rywina, mianowicie to, że w jej interesie jest jak najszybciej zamknąć prace komisji. Jednak komisja nie poniosła porażki, i to mimo wysiłków Sekuły. Pokazała całej Polsce, czym jest branża hazardowa, jak wpływała na polityków i jakie standardy reprezentowali Drzewiecki i Chlebowski, czyli bardzo ważni ludzie PO.”
(wywiad dla „Rzeczpospolitej”)

„Platforma Obywatelska jest obła, śliska, taka masa, która się podporządkowuje oczekiwaniom zewnętrznym. Mistrzem plastikowości jest Donald Tusk. Szanuję go jako premiera, ale on jest strasznie miałki poglądowo, nijaki i podobny do nikogo.” 
(wywiad dla „Polska Times”)

Jednomandatowe Okręgi Wyborcze.

Następny szwindel to jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW) do senatu, które przepchnięto stosunkowo krótko przed wyborami. W takim systemie w jednym okręgu wybiera się jednego senatora, a zostaje nim osoba, która dostała najwięcej głosów. Niesie to za sobą stado patologii. Załóżmy, że mamy system dwupartyjny, a partie to PiS i PO. W każdym okręgu PO ma 50,01% poparcia, a PiS 49,99%. W tym przypadku, wszędzie wygrywa kandydat PO i partia, przy poparciu jedynie 50,01% społeczeństwa, otrzymuje 100% miejsc w senacie. W rzeczywistości partii jest więcej, ale mimo tego partie z minimalnie większym poparciem od pozostałych, otrzymują od nich nie proporcjonalnie więcej mandatów. Przykładem jest tutaj Wielka Brytania. Poniżej mamy porównanie mandatów i poparcia społecznego w wyborach z 2005 roku:

Widzimy tu wielką niesprawiedliwość. Partia Pracy, która dostała wtedy dokładnie  36,2% głosów, otrzymała 55,1% miejsc w Izbie Gmin, co dało jej samodzielne prowadzenie państwem. Czy zasługiwali na pełnię władzy przy poparciu społecznym wynoszącym jedną trzecią głosujących? Oczywiście, że nie! W tych samych wyborach Liberalni Demokraci otrzymali 22,6% głosów, co przy systemie JOW dało im tylko 9,6% miejsc w Izbie – ponad 2 razy mniej od poparcia społecznego. Przykład tamtych wyborów pokazuje, że JOW są niedemokratyczne.

Po drugie, już wprowadzając JOW, powinno się organizować 2 turę wyborów do senatu, jak to jest na Węgrzech, czy w Polsce przy wyborze prezydenta RP, bądź prezydentów i burmistrzów miast. Władze nie wprowadziły drugiej tury, przez co będziemy mieli w senacie wielu senatorów, którzy – choć w danym okręgu zdobyli najwięcej – będą wybrani z poparciem 30%, 20% i mniej głosujących. 70-80% głosujących tak na prawdę przegra i będziemy mieli do czynienia z władzą mniejszości.

Po trzecie, wprowadzenie JOW w Polsce pachnie przekrętem. Jak mówił dla PAP politolog, prof. Radosław Markowski[10]:

„W Anglii, Stanach Zjednoczonych i wszędzie na świecie, tam, gdzie są jednomandatowe okręgi, są też potworne manipulacje. (…) U nas wszystko jest do góry nogami postawione.”

Tworząc okręgi do senatu posłużono się tzw. Gerrymanderingiem, czyli takim ‘krojeniem’ okręgów wyborczych, przy którym krojący dostaje najwięcej dla siebie. Określenie wywodzi się z angielskiej nazwy salamandry i nazwiska gubernatora Elbridge’a Gerry’ego, który tworząc przed wyborami w Massachusetts okręgi pod swoją reelekcję, jednemu nadał granice przypominające salamandrę. Na czym polega gerrymandering, najlepiej pokazuje poniższe zestawienie[11]:

Mamy jeden obszar, rywalizujące partie Fioletową i Zieloną, oraz trzy możliwości ‘pokrojenia’ go na okręgi wyborcze. Na pierwszym przykładzie w każdym okręgu dochodzi do remisu. Na drugim Fioletowi wygrywają w trzech okręgach, a Zieloni w jednym. Na trzecim sytuacja całkowicie odwrotna – Fioletowi zdobywają jeden okręg, a Zieloni trzy. Choć w każdym z przypadków poparcie społeczeństwa dla partii jest identyczne, wyniki wyborów – zależnie od wykrojenia okręgów – są zupełnie inne. Na tym polega paranoja JOW.

Jak wyglądało to w Polsce? JOW przepchnęło ponad pięćdziesięciu senatorów PO, którzy musieli mieć w tym oczywisty interes. „Ci senatorowie, którzy proponowali pewne poprawki w Senacie, w komisjach, bardzo często układali te okręgi pod siebie” – mówił poseł Arkadiusz Mularczyk.

Mówi się nawet, że stworzono okręg-prezent (dokładniej okręg nr 61) dla Włodzimierza Cimoszewicza w Województwie Podlaskim, gdzie PO nie ma odpowiednio wysokiego poparcia. Rzeczywiście, w leżącym na południu Województwa Podlaskiego okręgu sześćdziesiątym pierwszym PO nie wystawiła nawet kandydata (!) dając nieformalne poparcie Cimoszewiczowi. Jest to wynagrodzenie za poparcie przez niego Bronisława Komorowskiego przed wyborami prezydenckimi w 2010 roku. Jego jedynymi przeciwnikami są kandydaci PSL i PiS, więc Cimoszewicz może być pewny swojego stołka.[12]

Wystarczy spojrzeć na mapę JOW, by przekonać się, że kształt okręgów w tym województwie – i wielu innych – jest, lekko mówiąc, dziwny[13]:

Mój powiat tarnogórski połączono z Gliwicami w jeden JOW. Naszego senatora wybiorą znacznie liczniejsi Gliwiczanie, choć w miastach mogłyby być zupełnie inne preferencje i cele.

Inne.

Kolejny szwindel to sfałszowanie maila posłanki Prawa i Sprawiedliwości Beaty Kempy. Ktoś wysłał maila wyglądającego na wysłanego przez Beatę Kempę, z którego wynikało, iż rezygnuje ze startu w wyborach. Włamanie się na elektroniczną pocztę jest przestępstwem, za które grożą 2 lata więzienia. Istnieje w Polsce system ostrzegania przed zagrożeniami w Internecie ARAKIS-GOV, który – mimo, iż jest zainstalowany w ponad 70 instytucjach – po czterech latach rządów PO dalej nie jest zainstalowany w sejmie.

Copyright by Tergiwersacja 2011

Autor zaznacza, że fakt udostępnienia w Internecie nie oznacza, iż prawo autorskie przestało obowiązywać. Rozpowszechnianie i powielanie na użytek komercyjny oraz jakikolwiek inny, który zaszkodziłby autorowi, jest zabroniony, jednakże autor zezwala na zamieszczanie obszernych fragmentów bądź całości w Internecie na użytek niekomercyjny i niezarobkowy, celem rozpowszechniania wyżej wymienionych faktów i poglądów. Kontakt tergiwersacja@vp.pl

 


[1] ‘Nowa Prawica żąda od PKW ujawnienia opinii ws. odmowy rejestracji’, http://fakty.interia.pl/news/nowa-prawica-zada-od-pkw-ujawnienia-opinii-ws-odmowy,1696930,3

[3] Doc. Dr Ryszard Piotrowski, ‘Opinia konstytucjonalisty potwierdza, że PKW powinna zarejestrować listy Nowej Prawicy w całym kraju’,  http://www.ruchwolnosci.org/index.php/2011/09/2768/

[7] ‘Nowa Prawica żąda od PKW ujawnienia opinii ws. odmowy rejestracji’, http://fakty.interia.pl/news/nowa-prawica-zada-od-pkw-ujawnienia-opinii-ws-odmowy,1696930,3

[8] ‘Rybiński: Oferowano mi posadę, żebym już nie krytykował; Graś: Kampania’,  http://fakty.interia.pl/raport/wybory-parlamentarne-2011/news/rybinski-oskarza-osobe-z-bliskiego-otoczenia-premiera,1691778

[9] ‘Rybiński: Oferowano mi posadę, żebym już nie krytykował; Graś: Kampania’,  http://fakty.interia.pl/raport/wybory-parlamentarne-2011/news/rybinski-oskarza-osobe-z-bliskiego-otoczenia-premiera,1691778

[10] ‘Platforma ustaliła okręgi „pod siebie”?’, http://niezalezna.pl/14515-platforma-ustalila-okregi-pod-siebie

[13] Wikipedia, http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Single_member_constituencies_-_elections_to_the_Senate_of_Poland.png&filetimestamp=20110721221156

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: