Fałszerstwa wyborcze: Wybory Prezydenckie 2010

Nim przejdę do bardziej wyrafinowanego pozbawiania ludzi możliwości oddania głosu, zmiany wielkości kratek na kartach do głosowania czy podrabiania zaświadczeń do oddania głosu poza miejscem zamieszkania, kilka słów o klasykach, czyli fałszywych kartach do głosowania i usuwaniu kart na niechcianych kandydatów.

Usuwanie i fałszowanie kart.

Jak informował 7 lipca 2010 roku TVN24,

„163 fałszywe karty do głosowania znaleziono w urnie w jednym z lokali wyborczych w Gdańsku. – Na pierwszy rzut oka było widać, że nie są oryginalne – stwierdził szef Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz Witold Niesiołowski. Fałszerzom grozi do trzech lat więzienia.”

TVN24[1]

Komisja nie poinformowała, na kogo były oddane głosy. W przeciwieństwie do tej tandetnej fałszywki, większy problem miał miejsce w Ustroniu Morskim, gdzie znalazło się o 12 kart do głosowania za dużo. Nie było mowy o fałszerstwie. Oficjalna wersja miejscowej komisji to rzekome sklejenie się kart.

„- Znalazły się tam prawdopodobnie dlatego, że pracująca w ferworze natężonej pracy komisja wydała karty sklejone – powiedział TVN24 Adam Budka, sekretarz gminy Ustronie Morskie.”

TVN24[2]

Dobra, dobra. Oficjalnie wydano 12 sklejonych kart, zatem 12 głosujących otrzymało sklejony karty. I z tych 12 żaden tego nie zauważył?! Ani jeden?! 12 z 12 nie zauważyło, że wrzucają do urny sklejone karty?! 100%?!

Podobnie było w bardziej nagłośnionym konsulacie RP w Brukseli, będącym jedną z największych komisji wyborczych. Tam w czasie I tury wydano o 98 kart za dużo. Jak informuje Wirtualna Polska,

„Zgodnie z oficjalnym protokołem opublikowanym na stronie Państwowej Komisji Wyborczej, w komisji wydano 3970 kart do głosowania, a z urny wyjęto ich 4068. Różnica wynosi więc 98 kart.

Najwięcej głosów zdobył Bronisław Komorowski – 2389, drugi był Jarosław Kaczyński – 1051, trzeci Grzegorz Napieralski – 332.

(…)

Stoliki, gdzie członkowie komisji wydawali karty do głosowania, znajdowały się w otwartych salach po lewej i prawej stronie, a w łączącym je pomieszczeniu naprzeciwko wejścia stała urna. – Trzeba było, bym albo ja, albo mój zastępca cały czas przy niej siedział. Ale niczego złego się nie spodziewałem – tłumaczył były szef komisji.”

WP.pl[3]

Nie ma mowy o fałszerstwie, zatem najlogiczniej 98 kart (zakładając że nie było ich jeszcze więcej, a ileś oddanych na ‘nie tego, co trzeba’, jak Kaczyński czy Napieralski, usunięto) było kartami oryginalnymi dodanymi przez kogoś z aparatu władzy, z dostępem do oryginalnych, opieczętowanych kart.

Właśnie, a co z usuwaniem kart na niechcianych kandydatów? 17 grudnia 2010 roku we włocławskiej fabryce artykułów papierniczych przy ul. Łęgierskiej znaleziono karty wyborcze z I oraz II tury wyborów prezydenckich z różnych Obwodowych Komisji Wyborczych w Bydgoszczy. W następnych dniach znaleziono więcej kart. Wszystkie karty były albo puste, albo były oddane na Jarosława Kaczyńskiego.

„Karty były puste lub z zaznaczonym nazwiskiem kandydata na prezydenta RP, Jarosława Kaczyńskiego. Jak pisała „Gazeta Wyborcza”, dokumentów leżących w błocie było bardzo dużo.” – pisała Fronda.pl[4]

Żadna nie była zaznaczona na Komorowskiego, Napieralskiego czy innego kandydata – tylko te oddane na Kaczyńskiego. Tak, jakby ktoś usuwając te oddane na Kaczyńskiego wziął przy okazji niewydane.

Policja twierdzi, że karty zostały wcześniej oddane i policzone. O policji nie najlepiej świadczy fakt, iż nie interesuje ich to, dlaczego były tam tylko karty oddane na Jarosława Kaczyńskiego. Policja już pod koniec stycznia 2011 roku umorzyła śledztwo w tej sprawie. Powód? Brak znamion przestępstwa! Po drugie, Bydgoszcz wysyła po wszystkim karty do zakładu w Świeciu, nie do bardziej oddalonego Włocławka. Policja twierdzi, że Dyrektor Archiwum Państwowego w Bydgoszczy miał wysłać część kart do zniszczenia we Włocławku. Tylko dlaczego o tym nic nie wie sam szef owego zakładu?

„O tym, że karty do głosowania trafiły do fabryki we Włocławku, nie wiedział również kierownik tego zakładu. – Nic mi nie wiadomo o tym, aby jakieś karty do głosowania trafiły do nas na makulaturę, a pamięć mam dobrą – stwierdził kierownik Zasada.” [5]

No i jeszcze raz pytam – dlaczego znaleziono tam tylko głosy oddane na Kaczyńskiego?

Przekaz podprogowy: różnica wielkości kratek.

Założenie pierwsze. Przypuśćmy, że do wyborów idzie ktoś niezdecydowany. Od tak, być może jest to jego pierwsza okazja, nie interesuje się polityką i zamierza oddać przypadkowy głos, na przypadkowego kandydata. Założenie drugie – karty do głosowanie uległy zmanipulowaniu i kratki przy kandydatach są różniej wielkości. Większe jest prawdopodobieństwo, że ten nieinteresujący się polityką, bądź spieszący się człowiek, odda głos na kandydata z większą kratką. Jak ma się to do rzeczywistości? Osób z założenia pierwszego na pewno jest sporo. A drugie? Okazuje się, że w czasie wyborów prezydenckich w 2010 roku kratka przy kandydacie Komorowskim była większa od kratki przy kandydacie Kaczyńskim (co zostało potwierdzone ostatecznie przez PKW!). Zajął się tym blogger sem.jogger (zdjęcia kart pochodzą z jego strony). Po pierwsze, ostatecznie PKW potwierdziło, iż kratka przy Kaczyńskim była mniejsza, co widać na kartach:

Sem.Jogger.[6]

Po drugie, z góry informuję, że drukiem kart zajęło się Centrum Obsługi KANCELARII PREZESA RADY MINISTRÓW, którym był wtedy – i niestety jest nadal – Donald TUSK. Jest to kluczowa kwestia, którą zaraz opisuję.

O sprawie pierwsza poinformowała szefowa poznańskiego PiSu Małgorzata Stryjska[7]:

„przekątna kratki przy nazwisku Jarosława Kaczyńskiego na karcie do głosowania była o 2 milimetry mniejsza od przekątnej kratki przy nazwisku Bronisława Komorowskiego. Kratka prezesa Kaczyńskiego była też narysowana cieńszą linią”

TVN24[8]:

„Wspomniała również o rozmowie ze swoją 80-letnią ciocią: – Ciocia chciała głosować inaczej, niż rzeczywiście zagłosowała. Te dwa fakty [kratki i pomyłkę – red.] można skojarzyć – stwierdziła Stryjska.”

Na wstępie nazwano to teorią spiskową i chorobą psychiczną, a Państwowa Komisja Wyborcza za pierwszym razem wszystkiemu zaprzeczyła.

Prawda jest taka, że miało miejsce wiele przypadków, gdzie wielkość kratki miała wpływ nawet na osoby zdecydowane.

W teorii karty powinny wyglądać tak:

Sem.Jogger[9]

W rzeczywistości kratka Komorowskiego była większa i grubsza:

Sem.Jogger[10]

Porównanie jednej z powyższych kart[11]:

Porównania innych kart[12]:

Co najlelpsze, strona internetowa grodkow24.civ.pl[13] zamieściła wzór karty do głosowania, która również jest zmanipulowana:

Ostatecznie przewodniczący PKW Stefan Jaworski w liście do pana Mirosława Zalewskiego POTWIERDZIŁ RÓŻNICĘ W WIELKOŚCI KRATEK. List możesz zobaczyć na Pokazywarka.pl[14]. Oto oficjalna wersja przewodniczącego PKW:

„(…) w drukarni wykonano skład karty w programie Indesign. (…) Kratki te nie były obiektami graficznymi, a specjalnymi znakami tekstowymi, wymagającymi osobnego ustawienia stopnia pisma innego niż poprzedzający kratkę numer porządkowy i następujący za nią nazwisko kandydata (oba te elementy złożono pismem 16 pkt). Dla każdego znaku, który ma mieć inny stopień pisma niż znaki sąsiadujące, ustala się indywidualnie, ręcznie odpowiedni stopień pisma. Na tym etapie, przy ręcznym wpisywaniu stopnia pisma, powstała różnica w wielkości kratek pierwsza kratka otrzymała stopień 26 pkt, a druga 28 pkt. Powyższa różnica nie została wówczas dostrzeżona.”

Na wszelki wypadek pierwszą stronę odpowiedzi prezentuję poniżej[15]:

Zatem winna jest drukarnia. To tam powstała różnica w wielkości kratek. Pytanie brzmi, komu Państwowa Komisja Wyborcza zleciła druk kart do głosowania? Odpowiedź może przerazić. Drukiem kart zajęło się Centrum Obsługi Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a przypominam, że wtedy prezesem rady ministrów, czyli premierem, był Donald Tusk! Zatem drukiem kart zajęli się ludzie Tuska. Człowiekiem, który powiększył kratkę Komorowskiego, a pomniejszył Kaczyńskiego, był podwładny premiera Tuska.

Informuje o tym Państwowa Komisja Wyborcza w dziale Zamówienia Publiczne na stronie PKW.gov.pl[16]

Oto fragmenty:

„Ogłoszenie o wyniku postępowania prowadzonego w trybie z wolnej ręki na wydrukowanie i dostarczenie kart do głosowania w wyborach Prezydenta RP w 2010 r.

Ogłoszenie o wyniku postępowania prowadzonego w trybie z wolnej ręki na wydrukowanie i dostarczenie kart do głosowania w  wyborach Prezydenta  RP w 2010 r.

OKREŚLENIE PRZEDMIOTU ZAMÓWIENIA

Wydrukowanie i dostarczenie do 50 okręgowych komisji wyborczych kart do głosowania
w wyborach Prezydenta RP zarządzonych na dzień 20 czerwca 2010 r. z uwzględnieniem głosowania ponownego w dniu 4 lipca 2010 r.

(…)

NEGOCJACJE

Wykonawca zaproszony do udziału w negocjacjach
– Centrum Obsługi Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, ul. Powsińska 69/71,
02-903 Warszawa.
Zaproszenie do negocjacji zostało przekazane w dniu 26.04.2010 r.
Negocjacje z wykonawcą przeprowadzono 28.04.2010 r.
Wykonawca spełnia warunki udziału w postępowaniu.

UDZIELENIE ZAMÓWIENIA

Data udzielenia zamówienia (zawarcia umowy): 31.05.2010 r.
Wykonawca któremu udzielono zamówienie:

–  Centrum Obsługi Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, ul. Powsińska 69/71,
02-903 Warszawa.
Cena umowna brutto:
– w wyborach w dniu 20.06.2010 r. – 1 269 680 zł (słownie: jeden milion dwieście  sześćdziesiąt dziewięć tysięcy sześćset osiemdziesiąt złotych);
– w głosowaniu ponownym w dniu 4 lipca 2010 r. – 746 320 zł (słownie: siedemset czterdzieści sześć tysięcy trzysta dwadzieścia złotych).”

Poniżej zdjęcia strony internetowej PKW.gov.pl na wypadek, gdyby informacja ta została usunięta:

Drukiem i manipulacją kart wyborczych – za ponad dwa miliony złotych – zajęło się centrum obsługi premiera Tuska. To ludzie Donalda Tuska, którego kandydatem był Komorowski, zdecydowali o ostatecznym kształcie kart, w których kratka Komorowskiego była większa od kratki Kaczyńskiego – co miało wpływ na niezdecydowanych, spieszących się i osoby starsze.

Historia zna przypadek, w którym w ten sam sposób manipulowano kartą do głosowania. Było to referendum w sprawie przyłączenia Austrii do hitlerowskich Niemiec:

Mniejsze szwindle.

Do szwindlu na mniejszą skalę doszło w Gdyni, gdzie na obszarach zamieszkałych przeważnie przez elektorat Kaczyńskiego zamieszczono błędne informacje dotyczące lokalu wyborczego, wskutek czego wiele osób w podeszłym wieku stawiło się w złym lokalu i nie mogło oddać głosu. Większość z nich poddała się, często z przyczyn fizycznych. Tylko nieliczni udali się ostatecznie do właściwego lokalu. W tej sprawie interweniował pan poseł Zbigniew Kozak, list w tej sprawie jest na Salon24[17], na wszelki wypadek publikuję go poniżej:

Swoistym ułatwieniem fałszowania był brak jednolitego spisu wyborców. W czasie I i II tury podpisywano się na innych listach adresowych, co oznacza, że oddając głos w II turze nie mogłeś sprawdzić, czy oddałeś głos w czasie I tury.

Na koniec słowa jednego z mężów zaufania, z jego blogu na Niepoprawni.pl[18]

Oto fragment dotyczący oddawania większej niż jeden liczby głosów za pomocą fałszywych zaświadczeń uprawniających do głosowania poza miejscem zamieszkania:

Podsłuchana rozmowa grupki młodych ludzi po pierwszej turze wyborów prezydenckich:

„- ” ile razy zagłosowałeś? Ja trzy, a ty? Ja cztery. A co mówili, ostrożnie. Spoko, to ciemniaki i tak się nie zorientują, Kaczor musi pójść na dno. O k…wa tu jest facet sp….lamy.
Po tym co usłyszałem zacząłem się zastanawiać jak to możliwe ? W pierwszej turze obecnych wyborów byłem mężem zaufania przy komisji wyborczej w miejscowości uzdrowiskowej. Jak zwykle w takim miejscu dużo jest głosujących na zaświadczenia upoważniające do głosowania poza miejscem zamieszkania. Wiadomo, że otrzymanie takiego zaświadczenia to czysta formalność jeżeli zrobi się to w odpowiednim czasie w miejscu zamieszkania. Mam przed sobą takie zaświadczenie. Jest to zwykłe ksero z ręcznie wypisanymi danymi personalnymi, opatrzone dwoma pieczątkami. Nie jest to druk ścisłego zarachowania, bez żadnych zabezpieczeń. O jego ważności świadczą tylko te dwie pieczątki. Jak myślicie ile jedna osoba o odpowiednich znajomościach może otrzymać takich zaświadczeń? A pozostałe metody powielania, które daje współczesna technika? W lokalu wyborczym głosujący przedstawia zaświadczenie, jest dopisany do listy i oddaje głos, następnie jedzie do innego obwodu i oddaje następny głos itd. W zależności od fantazji i odwagi, lub otrzymanego polecenia i ilości posiadanych egzemplarzy.”

Zaświadczenie wygląda tak:

Poznań, dnia………………………..

…………………………………………….

/imię i nazwisko osoby upoważniającej/

…………………………………………….

/adres/

…………………………………………….

/nr ewidencyjny PESEL/

/nr dokumentu stwierdzającego tożsamość/

                                          Urząd  Miasta Poznania

Wydział Spraw Obywatelskich

Upoważniam Panią/Pana ……………………………………………………………………………………………………..

/nazwisko i imię – osoby upoważnionej /

………………………………………………………………………………………………………

/Nr PESEL, Nr dokumentu stwierdzającego tożsamość – osoby upoważnionej/

do odbioru zaświadczenia o prawie do głosowania w dniu ponownego głosowania w wyborach Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 20 czerwca 2010 r.

………………………………………………………….

/podpis osoby upoważniającej/

Wystarczy dobry skaner, dobra drukarka i możesz oddać głos w kilku okręgach wyborczych. Sytuacja jest nienormalna i ma miejsce za przyzwoleniem obecnych władz. Każda normalna władza zlikwidowałaby ten absurd, ponieważ tego typu zaświadczenie to dokument tak ważny, jak prawo jazdy, dowód osobisty, dyplom ukończenia wyższej uczelni czy banknot. I tak też powinien być zabezpieczony. Chyba, że władza czerpie korzyści z takiego stanu rzeczy…

To nie koniec. Okazuje się, że… zaświadczenie nie zawsze tak wygląda. Pan Piotr Konieczny na swojej stronie opisuje historię pewnego zaświadczenia, wystawionego dla pana Macieja[19]:

Pan Maciej nie mógł zagłosować w miejscu zamieszkania, a sam nie był w stanie odebrać odpowiedniego zaświadczenia. Dlatego po odbiór wybrała się jego… mamusia i bez wylegitymowania czy upoważnienia – otrzymała je! To nie koniec historii. Okazało się, że zaświadczenie zawiera błąd w adresie zamieszkania. Ostatecznie pan Maciej został pozbawiony prawa głosu, ale o tym w źródle.

Jaki jest wniosek? Taki, że wiedząc, iż Twoja mamusia, sąsiad, ktokolwiek zamierza oddać głos na ‘nie tego, co trzeba’, idziesz do urzędu i masz duże szanse, że dostaniesz oświadczenie właśnie na tą osobę. W tym momencie zostanie jej odebrany głos, ponieważ zostaje wykreślona z miejsca zamieszkania. Cały manewr jest ryzykowny, ale pokazuje, jak po latach rządów Platformy, słabe jest nasze państwo.

Na koniec pragnę zacytować Jana Pospieszalskiego[20]:

„Ludzie przychodzą i przynoszą konkretne opowieści o tym, co się działo. Opowieść o facecie w komisji wyborczej, który miał rzekomo skaleczony palec, a pod plastrem miał końcówkę długopisu, który unieważniał głosy stawiając drugi krzyżyk przy drugiej osobie. Przynoszą zdjęcia, pod namiot solidarnych przyniesiono zdjęcia pokazujące, jak urna miała dwie ścianki. Również informacje o tym, że grom przekrętów był po przeliczeniu już i okazuje się, że wynik, który komisja przyjęła i zaakceptowała, nie był tym wynikiem, który został w formie elektronicznej wypuszczony, czyli takie już ‘na chama’. W Białej Rawskiej przekręt polegał na tym, że mąż zaufania kazał jeszcze raz przeliczyć głosy na Bronisława Komorowskiego i z środka wyciągnął plik kart na Jarosława Kaczyńskiego, które ktoś tam włożył. Już nie wspominam o tym przypadku brukselskim, że jeżeli w konsulacie polskim w Brukseli znaleziono 98 kart przy 2000 oddanych głosów, czyli 5%, to zasadniczo zmienia sytuację.”

Copyright by Tergiwersacja 2011

Autor zaznacza, że fakt udostępnienia w Internecie nie oznacza, iż prawo autorskie przestało obowiązywać. Rozpowszechnianie i powielanie na użytek komercyjny oraz jakikolwiek inny, który zaszkodziłby autorowi, jest zabroniony, jednakże autor zezwala na zamieszczanie obszernych fragmentów bądź całości w Internecie na użytek niekomercyjny i niezarobkowy, celem rozpowszechniania wyżej wymienionych faktów i poglądów. Kontakt tergiwersacja@vp.pl

 


[4] Fronda, Stanisław Żaryn, ‘Tajemnicza sprawa kart do głosowania’, http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/tajemnicza_sprawa_kart_do_glosowania

[5] Fronda, Stanisław Żaryn, ‘Tajemnicza sprawa kart do głosowania’, http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/tajemnicza_sprawa_kart_do_glosowania

[6] ‘PKW kłamie? Kratki były różne… Kratka Komorowskiego jest większa, Kaczyńskiego mniejsza’, http://sem.jogger.pl/2010/07/10/pkw-klamie-kratki-byly-rozne-kratka-komorowskiego-jest-wieks/

[7] ‘PKW kłamie? Kratki były różne… Kratka Komorowskiego jest większa, Kaczyńskiego mniejsza’, http://sem.jogger.pl/2010/07/10/pkw-klamie-kratki-byly-rozne-kratka-komorowskiego-jest-wieks/

[9] ‘PKW kłamie? Kratki były różne… Kratka Komorowskiego jest większa, Kaczyńskiego mniejsza’, http://sem.jogger.pl/2010/07/10/pkw-klamie-kratki-byly-rozne-kratka-komorowskiego-jest-wieks/

[10] ‘PKW kłamie? Kratki były różne… Kratka Komorowskiego jest większa, Kaczyńskiego mniejsza’, http://sem.jogger.pl/2010/07/10/pkw-klamie-kratki-byly-rozne-kratka-komorowskiego-jest-wieks/

[11] ‘PKW kłamie? Kratki były różne… Kratka Komorowskiego jest większa, Kaczyńskiego mniejsza’, http://sem.jogger.pl/2010/07/10/pkw-klamie-kratki-byly-rozne-kratka-komorowskiego-jest-wieks/

[12] ‘PKW kłamie? Kratki były różne… Kratka Komorowskiego jest większa, Kaczyńskiego mniejsza’, http://sem.jogger.pl/2010/07/10/pkw-klamie-kratki-byly-rozne-kratka-komorowskiego-jest-wieks/

[19] Piotr Konieczny, ‘Jak zablokować komuś możliwość głosowania w wyborach prezydenckich?’ http://niebezpiecznik.pl/post/jak-zablokowac-komus-mozliwosc-glosowania-w-wyborach-prezydenckich/

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: